W ostatnich trzech meczach Tasomix Rosiek Stal o 180 stopni odwróciła swoją dyspozycję - z zespołu wygrywającego domowe mecze i przegrywającego wyjazdy zmieniła się w drużynę, która niespodziewanie wygrała we Wrocławiu i równie niespodziewanie przegrała dwa kolejne mecze u siebie. W miniony weekend "twierdzę Ostrów" zdobyły Dziki Warszawa pokonując Stal 83:73.
W sobotnim meczu tylko pierwsza kwarta poszła Ostrowianom "zgodnie z planem". Stal prowadziła już 26:14 i wydawało się, że jest na dobrej drodze by świętować kolejne zwycięstwo. Później jednak coraz lepiej grali goście, którzy już w drugiej kwarcie odrobili straty i przejęli kontrolę nad grą, całkiem zasłużenie wygrywając cały mecz.
Truizmem jest powtarzanie, że rażąca nieskuteczność zawodników Stali w egzekwowaniu rzutów wolnych jest tyleż irytująca co kosztowna. W sobotę Ostrowianie zmarnowali aż 13 rzutów osobistych z 35 jakie mieli w całym meczu.
W spłaszczonej do maksimum środkowej części tabeli pozycja Stali przypomina wańkę-wstańkę. Ostrowianie raz są blisko bezpośreniej gry w play-off, by za chwilę się znaleźć na miejscu grożącym wypadnięciem z grona drużyn, które grać będą w drugiej części sezonu w play-in.
Czym to się skończy? Tego nie wie nikt. Z pewnością jednak na meczach Stali emocji nie brakuje. Oby finalnie więcej było tych pozytywnych.
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski - Dziki Warszawa 73:83 (22:11, 18:27, 17:24, 16:21)
Tasomix Rosiek Stal: Gibson 19, Jackson 13, Mejeris 13, Sakota 10, Laster Jr. 8, Gołębiowski 4, Brembly 4, Reid 2, Rutecki 0, Czoska 0.
Dziki: Edge 24, Soares 15, Chavez 12, Frąckiewicz 10, Horton 8, Vander Plas 7, Kempa 7, Oguama 0, Aleksandrowicz 0.
fot. Rafał Jakubowicz
Komentarze
Zostaw komentarz